Musiay przebiec z pola ciek za instytutem. Antoni podnosi gow i wci jeszcze spojrzeniem znudzonym, jakie si ma dla rzeczy niechcianych, zahacza o balkon na trzecim pitrze i zatrzymuje si w p kroku, w p spojrzenia. Mona by powiedzie, e staje ostatecznie, jakby w codziennych swoich przechadzkach od lat odbywanych ku tej wanie chwili, ktra przeistoczya si w to miejsce. 